Ma też wbite do głowy, że zasługuje na kary, bo jest zła, leniwa, za mało taka a za dużo owaka, nie taka, jak trzeba itp. Czyli taka, jaka jest, jest nie do zaakceptowania. Zostało jej przekazane, że sama z siebie nie jest w porządku. Małżeńska 250 zł / gdy jednocześnie Żona podejmie kurs równoległy: „Jak żyć z Mężem i nie oszaleć”. IV. Rozszerzona 249 zł (cały kurs + jedna konsultacja indywidualna on-line z prowadzącym kurs w dowolnym momencie kursu lub po jego zakończeniu) V. Rozszerzona Plus 349 zł (cały kurs + dwie konsultacje indywidualne on-line Rozstanie boli zawsze, niezależnie od tego z kim i jak się rozstaliśmy. Kochając, oddajemy sobie nawzajem cząstkę siebie. Rozstając się próbujemy tę jego czy jej cząstkę z siebie wyrwać. Stąd ten ból. Niektórzy wolą jedno proste, chirurgiczne cięcie, inni „skubanie” po kawałeczku. Będziesz w stanie przezwyciężyć gniew i inne negatywne uczucia. Przestań karmić się negatywną energią nienawiści. Czasami wspomnienia szczęśliwego czasu z byłym mężczyzną pomagają uporać się z powstałą wrogością. Przyjemne chwile z poprzedniego życia jasno pokazują, że nie ma szczególnego powodu do nienawiści. Skup się na teraźniejszości, bo to na nią masz realny wpływ. Niekończące analizy i wypominanie słów wypowiedzianych kilka lat temu nie zbudują dobrych fundamentów prawdziwej przyjaźni. Jeśli naprawdę zależy ci na przyjaźni z byłym, musisz zapomnieć o tym, co kiedyś było między wami. Przyjaźń z byłym. Podsumowanie. A język, którego używamy do opowiadania o przemocy, ma fundamentalny wpływ na sposób jej pojmowania. Mieszkam z mężem, mam troje dzieci, ale kiedy piszę, zapierdalam po lesie z bandą Czasami powodem jest brak miłości. Są kobiety, które nie czują się kochane w związku. Mówią: „ mój mąż mnie nie kocha ”, „nie pragnie mnie tak jak kiedyś ”, „nie obchodzę już mojego męża”. Dlatego dowiedz się, jak zidentyfikować oznaki, że Twój mąż już Cię nie kocha, a Ty żyjesz miłosną iluzją. Gdy zaczynałem przygodę z produkcjami telewizyjnymi (a było to w okolicach polskiej premiery Prison Break oraz Heroes) wydawało mi się, że znam w jakimś niewielkim stopniu każdy serial emitowany na czterech czołowych, ogólnodostępnych stacjach telewizyjnych w USA. Dopiero po latach odkryłem, w jak dużym tkwiłem błędzie. Niestety dopóki tego nie uczyni, nie ma szansy na zmianę, poprawę Państwa sytuacji w małżeństwie. Najtrudniej jest zadzwonić, poprosić o pomoc i pójść do gabinetu. Jest kilka możliwości: terapia pary, terapia i indywidualna terapia dla pracoholika. Jednak może Pani również pomyśleć w końcu o sobie i o swoich dzieciach. Zły chłopiec, którego nienawidzę, kocha mnie to opowieść o miłości niespodziewanej osoby do dziewczyny nazywanej przez ludzi brzydką. Świat jest dziwnym miejscem, a wydarzenia mogą być dziwniejsze, niż się spodziewamy. Dowodzi tego historia tej powieści. Lily Collins to osiemnastoletnia dziewczyna bez przyjaciół i wielu wrogów. 9aooF. Lubię mieć czysto, ale nienawidzę sprzątać. Jestem jak w tym memie, na którym kobieta mówi, że czysty dom jest znakiem zmarnowanego życia. No nie mogę się bardziej zgodzić! To dla takich jak ja wynaleziono roboty sprzątające. Bo u mnie to wygląda mniej więcej tak, że każdy dzień zaczynam od ogarnięcia przestrzeni wokół siebie, w ciągu dnia pracując, gotując i żyjąc, robię artystyczny nieład, ale zanim wyjdę z domu, ponownie ogarniam. A potem do tego domu wpadają dzieci i pies i znowu jest syf. Jak padną, zanim my padniemy, znowu ogarniamy, żeby po nocy o żadne psie lub dziecięce zabawki zębów nie wybić. I na tym sprzątaniu mogłoby nam tak życie mijać. Choć raz w tygodniu chałupę ogarnia przemiła Pani, sprzątaniu nie ma końca. Rodzina to wieczny chaos i bałagan. Jak nie śnieg, to błoto z ogródka, jak nie brokat, to się ciasteczka kruszą, ciągle jeszcze ja, nienawidząca tego sprzątania i wiecznego bałaganu, kupiłam sobie białego psa. Biały bywa w miesiącach suchych i letnich. Resztę roku jest bury. Wstajemy rano, a pies leży dosłownie w kupce piasku. Wszystko, co ze sobą przyniósł ze spaceru przez noc się z niego wykrusza. Na naszej podłodze jest i u mnie w domu nie ma kultu podłogi, więc ja gościom nie każę od progu wyskakiwać z butów. Jak chcą, ściągają, ale jak nie chcą, mogą sobie chodzić w co? I nic. Ja na to jak na lato. Parzę sobie kawę (wiem, wiem, że to niezdrowo, ale w moim życiu to najpiękniejszy rytuał ta kawa, mocna, czarna, o poranku), biorę w rękę telefon i jak królowa nakazuję swoim podwładnym: sprzątać mnie tu! Migusiem! A mój robot posłusznie melduje: rozpoczynam sprzątanie, i zabiera się za robotę, bez marudzenia! Ha. Bo ja lubię mieć czysto ale nienawidzę sprzątać!Obok wolnowaru, dzięki któremu gotuje się samo, uważam robota sprzątającego za absolutnie niezbędny sprzęt domowy. I już powiedziałam mężowi, że jako prezent na pierwsze lokum damy takiego naszym dzieciom. To jest tak wspaniałe ułatwienie sobie życia i taki komfort, jak wiesz, że choćby się paliło i waliło, jedno jest pewne – podłoga w chałupie będzie to jestem dość oporna na wszelkie nowinki, szczególnie jeśli są dość kosztowne i zajmują miejsce. Zawsze się obawiam, że to będzie kolejny niepotrzebny gadżet, który stanie w kącie. Ale o rany, jak bardzo się pierwszy samojezdny odkurzacz tylko odkurzał, kolejny już odkurzał i mopował. Nie mam słów innych niż te, że wszystko, co piszą o tym cudownym RoboJecie X-Level to podłoga jest jest łatwo się sam wraca do można nim sterować przez odkurza i rozpoznaje powierzchnię i dywanu nie robot jednocześnie odkurza i mopuje, magia!Nie, nie spadnie ze nie niszczy wiem, jak radzi sobie z dywanem z długim włosiem, bo takiego nie posiadam, więc nie sprawdziłam (ale pytałam markę – uczciwie powiedzieli, że z długim włosiem i frędzlami w dywanach nie da rady żaden robot sprzątający – szczotki boczne zwyczajnie się w to włosie i frędzle wkręcą). Owszem, robot wciągnie kable czy sznurówki, zdarza się też, że pies na niego szczeka, jak mu przesuwa pustą miskę. Można jednak ustawić w apce wirtualne ściany, dzięki którym robot nie pojedzie tam, gdzie sobie tego nie parametry techniczne są na stronie, możesz sobie poczytać o mocy ssącej i wykorzystanych technologiach, nie będę przynudzać, zerknij tutaj: robot to jest po prostu spokój i wie to każdy posiadacz dzieci i czworonogów. To jest spokój, kiedy to naniesione błoto, włosy, sierść cię nie denerwują, w ogóle cię nie ruszają, bo wiesz, że nawet schylić się nie będziesz musiała, żeby to posprzątać. Wiec nikomu głowy nie suszysz, bo nie ma o co. A niech nanoszą, proszę bardzo!Oprócz mycia, kiedy potrzeba, mam też RoboJeta zaprogramowanego na sprzątanie codziennie o 15. Po co? Bo nie ma nic lepszego niż wracać do domu z czystą podłogą i tak zaczynać drugą część dnia, która u nas oznacza czas wspólny, domowy odpoczynek. RoboJet ma bardzo dużą moc, aż 3000 Pa, 5-stopniowe czyszczenie i lampę UV-C, która sprawdza się przy alergiku, psie i gościach w butach. Co ważne, a wcale nie oczywiste, X-Level bez problemu jeździ po ciemnych powierzchniach, roboty czasami mają z nimi problem, a X-Level go nie ma. Kiedy jest ciemno, ciemna podłoga może być wyzwaniem dla niektórych robotów, bo czujniki różnie wyłapują kolor ciemnej podłogi i czasami ciemną traktują jak czarną dziurę. X-Level nie ma tego problemu. Dla mnie jest to ważne, bo najbrudniejsza podłoga w moim domu, ta na dole pomiędzy wejściem, salonem i kuchnią, dzięki fantazji poprzednich właścicieli jest w połowie bardzo RoboJetowi nasz klasyczny mop poszedł w odstawkę, ostatnio miałam kłopot ze znalezieniem go gdzieś na tyłach pralni. I pomyśleć, że kiedyś jechałam na przysłowiowej szmacie przynajmniej dwa razy dziennie i bywało, że mop stał na stałe w kuchni, jako jej dość wątpliwa jeszcze jedno: to mój trzeci taki robot. Poprzednie dwa były znacznie droższe od RoboJeta. Po kilku miesiącach testów mam porównanie i powiem szczerze – nie widzę różnicy w jakości sprzątania i mycia, więc po co przepłacać? A mój pierwszy odkurzacz, który nie miał opcji mopowania szlag trafiła woda z miski psa, więc kolejny był już z mopem. Odkąd go mam wszystkie meble kupuję takie, żeby mógł pod nie wjechać RoboJet. Serio, to jest taki komfort, kiedy wiem, że pod kanapą nie mam nowych form życia, bo robot regularnie tam RoboJeta u nas w domu jest bezprzewodowy odkurzacz stojący RoboJet Speed Up. On z kolei służy mi do odkurzania i mopowania kanapy, auta i wszelkich nagłych wypadków. Mamy go na stałe przytwierdzonego do ściany, więc jest zawsze naładowany i gotowy do lekki, więc latamy z nim po schodach, które też brudzą dzieciaki i pies. No i ma świetną funkcję – światełko. Ja go nazywam „światełkiem wstydu”, bo to światełko idealnie podświetla syf na podłodze. Ale to dosłownie każdy pyłek kurzu staje się bezwstydnie widoczny. Speed Up to robot wielofunkcyjny, to odkurzacz pionowy, ręczny, myjący, mop. Z jego pomocą można posprzątać każdą powierzchnię, a dzięki temu, że nie ma kabla, dotrzesz do każdego zakamarka. Ważny jest też dodatkowy filtr HEPA, bo dzięki niemu odkurzacz usuwa alergeny,​ pyłki,​ roztocza,​ zarodniki pleśni i grzybów. Przy moim mężu alergiku to mega ważne funkcje. W zestawie są też zamienne końcówki: szczotka szczelinowa​, szczotka do mebli i żaluzji, moduł do twardych podłóg ze szczotką nylonową, elektroszczotka do sierści (włosy Majloska się po domu nie błąkają), mop obrotowy z pojemnikiem na Up jest cichy, dobrze wciąga i ma nakładkę mopującą, czyli może sprzątać i mopować jednocześnie, co jeszcze bardziej ułatwia życie! No i można nim wysprzątać i kanapę i dywan i samochód, waży tylko 2,5 kg i dobrze się go trzymadealny pomocnik. Więcej technicznych informacji i zalet tutaj: Mopa i tradycyjny odkurzacz włożyłam do szufladki z reliktami przeszłości. I każdemu polecam – samojezdny odkurzacz to jest zmiana życia. Bo ja lubię mieć czysto, ale nienawidzę sprzątać. I czasu na lizanie podłogi nie marnuję, ani nerwów. Z dziką satysfakcją oddaję innym prace, które wykonują lepiej i szybciej niż ja! Po co się przemęczać?Z moim kodem daga10 dostaniecie 10% rabatu na wszystkie sprzęty (z wyłączeniem akcesoriów), kod obowiązuje do 26 marca do końca dnia, a promocja łączy się z ogólnymi promocjami na stronie Na Insta pokazuję oba sprzęty „w akcji”. Zerknij koniecznie!Wpis powstał przy współpracy z marką RoboJet. W dzisiejszym świecie każdy chce być szczęśliwy. Dookoła widzimy uśmiechnięte twarze. Na wszystkich portalach internetowych znajdujemy porady jak żyć, aby czuć się naprawdę świetnie. Jednak nie każdy jest do takiego życia stworzony. Nie każdy potrafi odnaleźć swoje szczęście w tak łatwy i przyjemny sposób. Niektórzy błądzą i szukają wsparcia, którego nie potrafią dać im bliscy. Co robić w takiej sytuacji? Nigdy nie zasługiwałam na takie szczęście Czuję, że to kolejny z tych dni, w którym tak strasznie nienawidzę samej siebie. Wróciłam właśnie z pracy. Przekręcam kluczyk i otwieram drzwi do naszego mieszkania. Wchodzę i czuję zapach mojego ulubionego spaghetti. Na podłodze w salonie bawi się mój syn. Mąż woła, że za chwilę będzie gotowy obiad. A mi do oczu napływają łzy… Próbuję się jakoś pozbierać. Nie chcę nikomu pokazywać, co tak naprawdę czuję. Synek podbiega i zaczyna tulić się do mojej nogi, a ja czuję tylko pustkę. Szybko się otrząsam i się do niego uśmiecham. Przyzwyczaiłam się już do tego, że muszę udawać uśmiech. Robię to zawsze w ten sam sposób. Witam się z mężem, a na mojej twarzy wciąż czuję ucisk uśmiechu, który nie jest tak naprawdę mój. Nienawidzę się za to. Nienawidzę tego, że odczuwam to wszystko w taki sposób. Nie potrafię jednak z tym nic zrobić. Nie potrafię już dłużej udawać, a jednocześnie nie potrafię przestać. Niby rozmawiamy i się śmiejemy. Opowiadam, jak było w pracy i jak minął mi kolejny dzień. Gdybyś mnie widziała, mogłabyś powiedzieć, że mam idealne życie. Mam wspaniałego męża, który potrafi gotować. Mam zdrowego synka, który rośnie tak szybko. Jednak mam też swój mroczny sekret, który odbiera mi całą radość z życia. Czy można to jakoś ze sobą pogodzić? Jemy wspólnie spaghetti. Dzień jest taki piękny i słoneczny, ale dla mnie nie ma to znaczenia. Mąż kolejny raz wrócił z pracy wcześniej, aby zrobić mi niespodziankę. Jednak w mojej głowie szaleje tylko jedna myśl. Jest to uporczywa myśl, która prześladuje mnie od dawna. Pielęgnowałam ją przez lata. Kiedyś miałam siłę, aby ją powstrzymać. Teraz zaczyna mi tej siły brakować i jej ulegam. Ogarnia mnie wtedy nieprzenikniona ciemność i rozpacz. To wszystko dzieje się w środku mnie. Nigdy nie pozwalam, aby te myśli wypłynęły na zewnątrz. Czuję, że to właśnie dlatego mnie one tak wyniszczają. Pokazują mi, że moje życie to fałsz i gra pozorów. Czuję się pusta w środku. Czy długo jeszcze to wytrzymam? „Nie zasługujesz na to wszystko. Nie zasługujesz na to wszystko i wkrótce się o tym przekonasz. Wszystko się spieprzy, a Ty jak zawsze zostaniesz sama. Jak zawsze będziesz cierpieć…”. To ciągła litania, którą mielę w swojej głowie. Kiedy wydaje mi się, że już ją pokonałam, wraca do mnie ze zdwojoną siłą. Czy naprawdę nie zasługuję na szczęście? Czy naprawdę boję się cieszyć własnym życiem, bo mi się wydaje, że kiedy zacznę, wszystko nagle runie? Czy strach przed samotnością i cierpieniem jest tak wielki, że wolę nigdy nie dawać sobie przyzwolenia na radość i pełne zaangażowanie? Nienawidzę się za to, że nie potrafię docenić tego co mam. Czy boisz się być szczęśliwa? Wszystko dobrze się układa, a jednak nie potrafisz się z tego cieszyć. Boisz się, że to co jest dobre i przyjemne, bardzo szybko przemija. Boisz się zaangażowania emocjonalnego, bo w przeszłości nie raz już w takiej sytuacji cierpiałaś. Obiecałaś sobie, że nie będziesz robiła sobie nadziei. Kiedy masz swoje gorsze dni, a Twój nastrój jest fatalny, zbierają się nad Twoją głową ciemne chmury. Wiele osób z Twojego otoczenia tego nie rozumie. Wielu z nich nawet tego nie zauważa. Z pozoru Twoje życie wygląda na wspaniałe i usłane różami. Jednak tylko Ty wiesz z czym się zmagasz. Próbowałaś sobie z tym poradzić sama. Jednak kiedy w życiu pojawiło się więcej stresów, musiałaś w końcu zwrócić się po pomoc. Byłaś u kilku specjalistów. W końcu trafiłaś na kogoś, kto Cię rozumiał. Przepłakałaś wiele sesji i starałaś się lepiej zrozumieć samą siebie. Próbowałaś nauczyć się z tym żyć. Nie potrafisz być szczęśliwa. Wewnętrznie wierzysz, że kiedy sobie na to pozwolisz, stracisz kontrolę nad swoim życiem i stanie się coś strasznego. Unikasz sytuacji, w których mogłabyś odczuwać prawdziwą radość. Starasz się po prostu płynąć przez życie bez większych emocji. Wiesz dobrze, że nie jest to rozwiązanie, jednak na ten moment nie wymyśliłaś nic lepszego. Problem w tym, że Twoi bliscy naprawdę chcą, abyś była szczęśliwa. Kiedy nie potrafisz docenić ich starań, zaczynasz nienawidzić samej siebie. Zawsze Ci się wydawało, że za szczęście trzeba płacić zbyt wysoką cenę. Ty nie jesteś na to gotowa. To wszystko jest w Twojej głowie Twoja głowa jest jak gąbka. W ciągu całego Twojego życia, wielokrotnie nasiąkałaś mądrościami innych osób, a teraz nie potrafisz się od nich uwolnić. Nawet kiedy starasz się wypłukać swoją gąbkę, ciągle zalega w niej brud. Kiedy tylko ją ściskasz, nadal wypływa z niej to, czego tak bardzo chciałaś się pozbyć. Twoi rodzice zadbali o to, abyś bała się świata. Karmili Cię strachem przed wszystkimi dookoła. Do tej pory walczysz ze swoim poczuciem niższości i brakiem pewności siebie. Do tej pory ciągną się za Tobą błędy wychowania, na które nie miałaś żadnego wpływu. Nie miałaś szczęścia w miłości. Mężczyźni wielokrotnie Ci udowadniali, że nie możesz im zaufać. Twój pierwszy chłopak zostawił Cię bardzo szybko. Dałaś mu to czego chciał, ale on tego nie docenił. On był dla Ciebie kimś wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju, Ty byłaś dla niego tylko jedną z wielu. Po kilku nie udanych związkach, trafiłaś w końcu na mężczyznę, któremu zaufałaś. Byłaś naprawdę szczęśliwa. Snułaś w myślach plany na przyszłość. On Cię jednak zawiódł. Zdradził Cię z Twoją najlepszą koleżanką, a Ty w końcu zrozumiałaś, że nikomu tak naprawdę nie możesz zaufać. Czułaś, że rodzice zawsze mieli rację. Nawet kiedy po latach spotkałaś swojego przyszłego męża, nie potrafiłaś mu się w pełni oddać. Życie Cię tego nauczyło, a Ty nie umiesz tego zwalczyć. Masz o to wielki żal do samej siebie. Czujesz, że powinnaś być w końcu szczęśliwa, ale nie potrafisz. W Twojej głowie jest tyle sprzecznych myśli i emocji. Czy uda Ci się kiedyś je uporządkować? Poszukaj wsparcia Kiedy wiesz, że nie jesteś w stanie poradzić sobie sama, powinnaś poszukać pomocy. Niestety nadal korzystanie z porad psychologa, czy terapeuty jest naznaczone piętnem społecznym. Jednak zaczyna się to zmieniać. Zaczynamy rozumieć, że w tak szybko zmieniającym się świecie, problemy psychiczne mogą dotknąć każdego z Nas. Profesjonalne wsparcie jest dostępne na wyciągnięcie ręki, jeżeli tylko dobrze poszukasz. Jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy takich możliwości. Teraz możemy wybierać z szerokiej oferty dostępnej na rynku. To bardzo ważne, aby znaleźć własną drogę. Nie każdy rodzaj pomocy psychicznej, będzie dobry dla każdego. Nie da się tego sprawdzić w inny sposób niż w praktyce. Dla niektórych idealna będzie terapia grupowa, a inni będą potrafili rozwiązać swoje problemy tylko w trakcie indywidualnych sesji. Wszystko zależy od Twojej osobowości i trudności, którymi chcesz się zająć. Zachęcam Cię jednak do poszukiwań. Musisz wykazać się naprawdę dużą odwagą, aby przyznać się sama przed sobą, że nie potrafisz poradzić sobie na własną rękę. Jednak to może być najważniejsza decyzja Twojego życia. Może ona uchronić Cię przed konsekwencjami walki ze swoimi demonami w pojedynkę. Czasami po prostu może zabraknąć Ci sił. Daj sobie szansę na rozwój, szczęście i zmianę. Jeżeli czujesz, że potrzebujesz otworzyć się na nowe możliwości, nie zamykaj się w sobie. Poszukaj kogoś, kto będzie w stanie towarzyszyć Ci w Twojej drodze. Nie możesz tego wszystkiego zrzucać na barki swoich bliskich. Oni kochają Cię pomimo wszystko. Ty potrzebujesz kogoś, kto oceni Twoją sytuację na chłodno i pomoże Ci ją lepiej zrozumieć. Pozdrawiam, Patryk Wójcik – psycholog. Zapraszam Cię na mojego inspirującego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty. Potrzebujesz wsparcia? Umów się na BEZPŁATNĄ KONSULTACJĘ Proszę o radę mam męża starszego o 11 lat dwie za mąż bardzo młodo zaszłam w ciąże znaliśmy się niecały rok. Rok temu go go nie kochałam. Żyjemy zgodnie rzadko uprawiamy sex. Nie czuję do męża nic oprócz tego że jest moim się myślą że nigdy nie będę szczęśliwa nigdy nie przeżyłam z mężem takiej namiętności stanu nie czuję żadnej więzi z dobrym człowiekiem ale nie wiem czy mogę normalnie tak dalej żyć jestem w rozsypce. KOBIETA, 34 LAT ponad rok temu Jak radzić sobie z kryzysem? Zadręczanie się i bycie w rozsypce nie służy ani Pani, ani mężowi, ani córkom. Może byłaby Pani skłonna zaprosić męża na terapię małżeńską? Mogliby Państwo szczerze porozmawiać o swoich uczuciach i potrzebach, i wspólnie - albo osobno - podjąć decyzję, czy Państwa relacja może być jeszcze satysfakcjonująca, czy raczej będą Państwo woleli ją zakończyć, minimalizując "straty". Jeżeli mąż nie da się namówić na wspólną terapię, Pani sama mogłaby skorzystać z kontaktu z psychologiem. Obiektywna i życzliwa osoba pomoże Pani poukładać sobie myśli, uczucia, plany. 0 Witam, proszę rozważyć udanie się z mężem na terapię dla par. Będą tam Państwo mieli okazję zastanowić się nad przyszłością związku. To takiej formy psychoterapii konieczna jest jednak motywacja obojga z Państwa. Jeżeli maż nie chciałby brać w niej udziału może Pani podjąć psychoterapię indywidualną, gdzie również otrzyma Pani wsparcie oraz będzie miała okazję przyjrzeć się bliżej swoim uczuciom. Pozdrawiam 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Nie kocham już męża - co mam robić? – odpowiada Magdalena Pikulska Rozstanie z mężem i ciąża – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Jak skutecznie odciąć się od byłego, który mnie zostawił i przezwyciężyć lęk, że będę sama do końca życia? – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Jak przekonać męża do terapii małżeńskiej? – odpowiada Mgr Kamila Drozd Problemy z alkoholem po stracie męża – odpowiada Mgr Zuzanna Starczewska Jak poprawić relacje w małżeństwie? – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Separacja z mężem – odpowiada Mgr Maciej Rutkowski Brak porozumienia z mężem – odpowiada Maria Fraszewska Brak ochoty na seks z żoną od 4 lat po 6 latach małżeństwa – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Jak rozmawiać z mężem, który nie wykazuje zainteresowania? – odpowiada Mgr Agnieszka Jagielak artykuły fot. Adobe Stock Dlaczego więc piszę? Bo muszę to z siebie wyrzucić. Cały ten śmietnik pytań, które nie dają mi żyć. Co masz takiego w sobie, czego ja nie mam? Bo coś musisz mieć, skoro mój mąż poleciał za tobą, a za innymi nie latał. Mniejsza zresztą o niego. To ciebie jestem ciekawa. Zastanawiam się, czy miałaś jakieś skrupuły, rozbijając nasze małżeństwo, i czy teraz kiedy już ze mną wygrałaś, dręczą cię czasem wyrzuty sumienia. Gdybym była pewna, że się przy tobie nie rozpłaczę albo w rozpaczy nie nazwę cię pięcioliterowym słowem na „k”, sama zadzwoniłabym do ciebie. Tysiąc razy trzymałam już w ręku słuchawkę i zawsze w ostatniej chwili tchórzyłam. Spójrz, co ze mną zrobiłaś... Zawsze myślałam, że jestem dobrym, wartościowym człowiekiem, tymczasem ty wyzwoliłaś we mnie uczucia, przez które muszę się wstydzić za samą siebie. Biblia mówi, kochajcie nieprzyjaciół waszych, a ja cię po prostu nienawidzę. I nienawidzę siebie za to, że cię nienawidzę. Sprawiłaś, że z kochanej i kochającej Ewy przeistoczyłam się w kogoś, kto nie zasługuje na miłość. Ani nawet na szacunek. Choćby tylko własny. Być może któregoś dnia będę w stanie porozmawiać o tym z tobą spokojnie, zachowując twarz i opanowanie. Być może nawet na zakończenie tej pogawędki uściśniemy sobie dłonie i wymienimy pocałunki, muskając wargami powietrze tuż obok naszych policzków. Być może zadzwonisz do mnie następnego dnia z pytaniem, co Ala lubi na kolację, a ja podam ci przepis na ośmiornice z parówek, za którymi przepada moja córka. Bo przecież ona z pewnością będzie u was bywać. Jej Paweł nie przestał kochać. Będziesz musiała się z tym pogodzić. Tak, ty też będziesz musiała pogodzić się z czymś, na co nie masz ochoty. Ta myśl jest dla mnie pokrzepiająca. Nie zorientowałam się, że mąż ma romans Kiedy to się zaczęło, ty wiesz lepiej ode mnie. Musiałam być ślepa przez dłuższy czas, bo mój świadomy udział w tym dramacie trwał tylko dwa miesiące. Żaden mężczyzna nie odszedłby do kochanki, którą zna tak krótko. A już na pewno nie Paweł – ceniący sobie spokój i stabilizację. Musiałaś długo pracować nad rozbiciem naszego małżeństwa. Długo i tak dyskretnie, że w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, iż coś nie gra. Paweł zachowywał się cały czas normalnie, to znaczy w sposób, do jakiego przyzwyczaił mnie przez 10 lat naszego małżeństwa. Czasem dzwonił z pracy, że coś mu wypadło i wróci później, czasem wpadał do domu w środku dnia, żeby się przebrać w czystą koszulę. W sypialni też wszystko było w porządku – bez wielkich wzlotów może, ale i bez rozczarowań. Wyznam ci, nie skrywając satysfakcji, że nigdy nie zawiódł mnie w łóżku. Czy wiedziałaś, że cały czas ze sobą sypialiśmy? Jedyna zmiana, jaką zauważyłam, dotyczyła jego garderoby, a ściślej mówiąc, bielizny. Od kiedy pamiętam, Paweł nosił zwykłe bawełniane slipy. Dwa lata temu przerzucił się na jedwabne bokserki. Zagadnięty o to, powiedział, że bokserki są mniej widoczne pod spodniami od garnituru. Przyznałam mu rację. Również jego nieoczekiwany zapał do ćwiczeń nie wzbudził moich podejrzeń – mając 38 lat, jest się jeszcze za młodym na piwny brzuszek. Pierwszy dzwonek alarmowy odezwał się w mojej głowie pewnej soboty, niecały rok temu. Stałam właśnie w kuchni, przygotowując kolację, kiedy Paweł zszedł na dół z neseserem w ręku i oznajmił, nie patrząc mi w oczy, że musi służbowo jechać do Szczecina. – Do Szczecina? – powtórzyłam osłupiała. – Na noc? – Mam w niedzielę rano spotkanie z jednym z naszych najważniejszych klientów – odparł, sięgając do szafy po lakierki, które miał na sobie tylko raz w życiu, podczas przyjęcia z okazji przejścia na emeryturę poprzedniego szefa. „Trudno, służba nie drużba. Nie masz się czym martwić” – odezwała się we mnie dobra żona. „Masz” – zaprzeczyła część mojej osobowości wyedukowana na brazylijskich telenowelach. Kiedy Paweł zniknął za drzwiami, porzuciłam krojenie pomidorów i udałam się do łazienki. Kosz na brudną bieliznę był jak zwykle pełen. Przejrzałam koszule męża z całego tygodnia, szukając na nich śladów szminki, zapachu perfum, długich blond włosów. Nie znalazłam. I, co dziwne, wcale mnie to nie uspokoiło. Jesteś lepsza niż ja... W niedzielę wieczorem Paweł zadzwonił, żeby mi powiedzieć, iż negocjacje się przedłużyły i wróci dopiero we wtorek. Wstydząc się sama przed sobą, starannie przeszukałam kieszenie wszystkich jego garniturów. Znalazłam urwany guzik od koszuli, rachunek z restauracji, kilka wizytówek, z których żadna nie wzbudziła moich podejrzeń. Nie wiedziałam, czego szukam, ale byłam pewna, że jeśli na to natrafię, nie będę miała już wątpliwości. I tak też się stało. Któregoś dnia, gdy Paweł był pod prysznicem („Mam kolację z naszym doradcą ubezpieczeniowym, kochanie”), znalazłam w jego portfelu numer telefonu – bez żadnej adnotacji. Mógł to oczywiście być nic nie znaczący świstek, ale intuicja podpowiedziała mi, że od czasu podpisania aktu małżeństwa nie trzymałam w dłoni ważniejszego dokumentu. Kiedy rzekoma kolacja przeciągnęła się do północy, zadzwoniłam pod zapamiętany numer. „Dzień dobry, tu Elżbieta. Zostaw wiadomość lub zadzwoń później” – nagrany na automatycznej sekretarce głos z nikim mi się nie kojarzył, ale imię tak. Poszukałam w pamięci. I wtedy przypomniałam sobie, co się zdarzyło trzy albo cztery miesiące wcześniej. Przyjechałam po Pawła do pracy, żeby zawieźć go do dentysty. Miał przed sobą ekstrakcję ósemki, którą trzeba było przeprowadzić w narkozie, nie mógłby więc potem prowadzić samochodu. Kiedy zjeżdżaliśmy windą, jakaś rudowłosa młoda kobieta uśmiechnęła się do mnie przyjacielsko i poklepała Pawła po ramieniu, mówiąc: – Trzymaj się, stary. Spytałam w samochodzie, kim jest ta tycjanowska piękność, a Paweł odparł: – Nowy nabytek biura, Elżbieta D. Analizy finansowe. – Niezła babka – zauważyłam. – Może być – skinął głową mój mąż i z boleściwą miną chwycił się za szczękę. „Niezła babka” – teraz te słowa znaczą dla mnie zupełnie coś innego niż wtedy. Lepsza ode mnie. Młodsza. Ładniejsza. Jak zapewne wiesz, też nie jestem maszkarą, nie chodzę po mieszkaniu w szlafroku i papilotach i ciągle mieszczę się w te same dżinsy, które nosiłam przed ciążą. A jednak wydaję się sobie inna od czasu, kiedy zdałam sobie sprawę z twojego istnienia. Brzydsza. Mam zmarszczki pod oczami i rozstępy na brzuchu. Nie przeszkadzały mi dotąd (Pawłowi też nie), ale teraz zadręczam się nimi, bo wiem, że twój brzuch, nie znający jeszcze ciąży, jest twardy i gładki jak spód patelni. Nienawidzę swojego odbicia w lustrze. Dlaczego mi to zrobiłaś?! Kiedy Paweł wrócił z „kolacji”, jego włosy pachniały szamponem, którego w domu nie używamy. Znałam ten zapach, do kobiecych czasopism dołączają czasem różne próbki. Zdobyłam się na heroiczny wysiłek (to straszna rzecz, wyznać najbliższej osobie, że się jej nie ufa) i powiedziałam Pawłowi, że wiem o wszystkim. Był strasznie zaskoczony, nawet nie próbował kręcić. Po prostu rozpłakał się i przyrzekł, że to się nigdy nie powtórzy. We łzach wyznaliśmy sobie miłość, rozgrzeszając się nawzajem z rzeczywistych i wyimaginowanych win. Kochaliśmy się tej nocy aż do rana – było cudowniej niż kiedykolwiek. Powiedział, że nic dla niego nie znaczysz. Przebaczyłam i byłam gotowa zapomnieć. Czym go tak przywiązałaś do siebie, że jednak nie zerwał z tobą? Pomysłowością w kuchni? Wątpię, już raczej pomysłowością w łóżku, ty... Nie, wycofuję się. Przepraszam. Na pewno masz coś więcej do zaoferowania mężczyźnie niż cztery litery. Gdyby chodziło tylko o łóżko, Paweł nie straciłby głowy dla ciebie. Założę się, że – jak tysiące cudzołożnic przed tobą – wypowiedziałaś ten wyświechtany frazes: „Nie chcę rozbijać twojego małżeństwa”, na co Paweł odparł, że nasze małżeństwo już od lat tkwi w kryzysie i ty nie masz z tym nic wspólnego. Czyż nie tak było, Elżbieto? Mam tylko jedno marzenie Owszem, mieliśmy pewne problemy, ale które małżeństwo ich nie ma? Gdyby nie ty, jakoś byśmy sobie z nimi poradzili. Wiem, że nie ciągnęłaś go do siebie na siłę, nie zostawiłby mnie jednak, gdyby drzwi do twojej sypialni nie były tak szeroko otwarte. Tak czy inaczej, wygrałaś. Trzy tygodnie później Paweł spakował walizki i wyprowadził się, łaskawie zostawiając mnie i Ali naszą połówkę bliźniaka. – Zrozum, muszę to przeżyć – powiedział tylko na odchodne i obiecał, że w niedzielę zabierze Alę do zoo. Rozpłakałam się. Leżąc samotnie w nocy na pustym łóżku, gryzłam palce do krwi, wyobrażając sobie, co teraz robicie... Gdyby nie świadomość, że za ścianą śpi nieświadoma niczego Ala, pewnie bym się zabiła. Jeszcze długo miewałam takie myśli. Dopiero pomoc psychologa pozwoliła mi się z tego otrząsnąć. Teraz próbuję odbudować poczucie własnej wartości i przekonać samą siebie, że jedna porażka nie przesądza o mojej całkowitej klęsce – jako żony, jako kobiety, jako człowieka. Pewnie kiedyś znów uwierzę, że nie jestem gorsza od ciebie, ale teraz, wyznam ci szczerze, mam tylko jedno marzenie. Chciałabym, żebyś któregoś dnia, płacząc gorzkimi łzami, musiała napisać list do młodszej i piękniejszej kochanki twojego męża. Czytaj także:„Adoptowaliśmy chłopca. Po 7 latach postanowiłam, że oddamy go z powrotem do domu dziecka”„Nie mieszkam z mężem, bo ciągle się kłócimy. Spotykamy się 2 razy w tygodniu i w weekendy”„Mąż miał na moim punkcie obsesję. Nie chciał się mną z nikim dzielić. To doprowadziło do tragedii”

jak żyć z mężem którego nienawidzę