zagrażających życiu i stanu poważnego przesyłane są od łóżka pacjenta do szpitalnego systemu alarmowego. D-17396-2014 Rodzina modułów Scio Four Moduły gazowe Scio Four monitorują stężenia O2, CO2, N2O i anestetyków wziewnych. Moduły Scio Four współpracują z monitorami serii Infinity®.
Połóż pacjenta, tak by leżał plecami do ciebie Obluźnij dolne warstwy pościeli Zwiń brudny podkład jednorazowy pod pacjenta Zwiń brudny podkład materiałowy pod pacjenta (jeśli jest zastosowany podkład gumowy i jest czysty – wymieć myjką okruchy i odłóż na pacjenta) Zwiń brudne prześcieradło pod pacjenta
lekarz wykonujący znieczulenie może opuścić znieczulanego pacjenta w celu przeprowadzenia resuscytacji lub innych czynności z zakresu anestezjologii i intensywnej terapii, jeżeli uzna, że opuszczenie znieczulanego pacjenta nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla jego życia; w takim przypadku przy pacjencie do czasu przybycia lekarza
przywiązywanie przywidywać przywiązywać się w słowniku polski . przywiązywać się Od tamtej pory przywiązuje się ją do łóżka. Literature.
30 cm Poduszki do obracania pacjenta Poduszka. 38, 97 zł. 50,96 zł z dostawą. Produkt: 30cm Poduszki odwrócine dla pacjenta W wkładce. dostawa za 13 – 15 dni. dodaj do koszyka. Firma.
Łóżka i komory do transportu pacjenta oferowane przez Meden-Inmed to najwyższej jakości sprzęt medyczny. Umożliwiają one szybkie i wygodne transportowanie chorych oraz poszkodowanych w niebezpiecznych zdarzeniach do szpitali. Zarówno łóżka do transportu pacjenta jak i specjalne komory są praktycznym rozwiązaniem dla placówek
Jak urządzić łóżko pacjenta. 1. Otwórz łóżko. Ścielenie otwartego łóżka to ścielenie łóżka, gdy łóżko jest zajęte przez pacjenta, ale pacjent nie jest w łóżku przez cały czas. W czasie sprzątania pacjent nie zajmuje łóżka. Złóż górny arkusz jako kopertę, aby ułatwić pacjentowi dostęp do łóżka. 2.
Wysyłka w: 24 godziny. 177,00 zł. Do koszyka. Stolik przyłóżkowy EASY z regulacją do łóżka chorego stoliczek śniadaniowy szary. Stolik przyłóżkowy EASY z regulacją do łóżka rehabilitacyjnego dla chorego stoliczek śniadaniowy szary. Stolik posiada blat z możliwością regulacji nachylenia.
Wybierając materac do łóżka rehabilitacyjnego, należy wziąć pod uwagę dwa czynniki: twardość i możliwość adaptacji do sylwetki pacjenta. Idealny materac powinien zapewniać odpowiednią twardość, aby utrzymać naturalną krzywiznę kręgosłupa, a jednocześnie zapewniać wystarczającą amortyzację, aby zmniejszyć punkty
Podkłady nieprzemakalne idealnie się nadają do miejscowego zabezpieczenia materaca lub łóżka. W ofercie dostępne są modele wykonane zarówno z tkanin oddychających frotte lub jersey, jak również poliestrowych o ograniczonej wchłanialności. Naszym klientom polecamy także szeroki wybór prześcieradeł nieprzemakalnych oraz
awnj. Fundacja Rodzić po Ludzku zaprezentowała raport z monitoringu oddziałów położniczych pn. Opieka okołoporodowa w Polsce w świetle doświadczeń kobiet. Czytaj także: Kobiety w ciąży bez kolejki u lekarza Fundacja po raz kolejny podjęła próbę dowiedzenia się, jak wygląda opieka w placówkach położniczych w Polsce. Tym razem zapytała kobiety. Przedstawiła informacje na temat aktualnej sytuacji w opiece okołoporodowej w Polsce w oparciu o informacje zebrane od blisko 10 tys. kobiet, które urodziły w latach 2017-2018. Zagadnieniem, które w sposób szczególny starano się pogłębić w zrealizowanym badaniu była relacja personel medyczny – kobieta. Ptrzemoc i nadużycia podczas porodu Większość kobiet wystawiłaby ocenę bardzo dobrą (36%) lub dobrą (38%) opiece w szpitalu i ma pozytywne doświadczenia porodowe. Jednocześnie odpowiedzi kobiet pokazują, że w trakcie większości porodów zdarzają się sytuacje niezgodne z obowiązującymi przepisami, nadużycia, a nawet przemoc. Czytaj także: RPD o skutkach picia alkoholu przez kobiety w ciąży X Jeśli do przemocy słownej i fizycznej zaliczymy zachowania personelu takie jak: szantażowanie, wyśmiewanie, grożenie, krzyczenie, obrażanie, wypowiadanie niestosownych w odczuciu kobiet komentarzy, szturchanie, rozkładanie na siłę nóg przy parciu, przywiązywanie nóg do łóżka porodowego, to 16,9% badanych doświadczyło w trakcie swojego porodu lub po porodzie jednej (lub więcej) z form przemocy. Z wszystkich odpowiedzi respondentek wynika, że w czasie porodu 54,3% kobiet doświadczyło przemocy lub nadużyć związanych z zachowaniem personelu lub niedopełnieniem wszystkich procedur. Odsetek ten odnosi się do tych kobiet, które wskazały, że w czasie porodu miała miejsce jedna (lub więcej) z opisanych powyżej sytuacji zakwalifikowanych jako przemoc lub jedna z następujących sytuacji: studenci/studentki położnictwa byli obecni bez zgody badanej, personel zdecydowanie nie dbał o zachowanie prywatności i intymności, nie odpowiadał na pytania, używał niezrozumiałego języka, zwracał się w sposób świadczący o braku szacunku, ankietowana miała poczucie, że personel gorzej ją traktował bądź zmuszał do czegoś. Naruszenia praw i skargi 15,5% badanych uznało, że podczas pobytu w szpitalu zostało złamane jakieś ich prawo, ale tylko 3% kobiet zdecydowało się złożyć skargę. 23,6% kobiet nie potrafiła stwierdzić, czy doszło do naruszenia ich prawa w trakcie pobytu w szpitalu. Ignorowanie, traktowanie z góry, wyśmiewanie Doświadczenie kobiet wskazuje na to, że w szpitalach w zakresie komunikacji personel - pacjentka, pojawiają się poważne nadużycia. 24% kobiet wskazywało, że personel wypowiadał niestosowane komentarze, co piąta miała poczucie, że była traktowana z góry. Inne problemy w komunikacji, na które wskazywały kobiety, to ignorowanie pytań, lekceważenie (17,1%), podnoszenie głosu (15,6%), krytykowanie (11,8%) i wyśmiewanie (10,1%). 13,5% kobiet było krytykowane przez personel w II okresie porodu za sposób parcia. Poczucie przymusu 12,8% kobiet w czasie pobytu w szpitalu czuło się zmuszonych do czegoś przez personel. Prawie połowa z tych osób (45,3%) czuła się zmuszona do karmienia mlekiem modyfikowanym, 21,3% do karmienia piersią, 21% do zaszczepienia dziecka, a 18,9% do wykąpania noworodka. 13,8% czuło się zmuszonych do porodu drogami natury. Część była zmuszana do pozycji leżącej w czasie porodu, do przyspieszenia przebiegu porodu, szybkiej pionizacji po operacji, założenia wenflonu, cewnika, opatrunku, wykonania lewatywy, przebicia pęcherza płodowego czy masażu szyjki macicy. Gorsze traktowanie 8,8% kobiet czuło się gorzej traktowanych niż inne pacjentki. Kobiety były gorzej traktowane gdy kierowały prośby do personelu (45%), co czwarta z powodu wieku, stanu zdrowia (18%) lub masy ciała (14%). Przyczyną gorszego traktowania była anonimowość w szpitalu – brak lekarza prowadzącego w szpitalu, w którym rodziły czy brak znajomości wśród personelu, brak wykupionej indywidualnej opieki położnej w trakcie porodu czy indywidualnego wsparcia po porodzie. Kobiety czuły się gorzej traktowane ze względu na swoją sytuację czy decyzje – poród naturalny, cesarskie cięcie, karmienie mlekiem modyfikowanym, nie wyrażenie zgody na zaszczepienie dziecka, przygotowanie planu porodu, zadawanie dodatkowych pytań. Prywatność i intymność 19,3% kobiet deklarowało, że niektóre czynności były wykonane bez dbałości o prywatność czy intymność - badania były wykonywane w obecności innych kobiet lub odwiedzających w sali, personel pozostawiał otwarte drzwi do sal, w których przebywały. Ponad połowa wskazywała, na zbyt dużą liczbę osób z personelu oraz studentów w trakcie badań, porodu. 17,6% respondentek uznało, że personel nie zadbał o ich intymność podczas obchodu lub badań lekarskich. Badanie pokazało, że na oddziałach położniczych nie ma zwyczaju pukania do drzwi sal, w których przebywają kobiety z noworodkami - jedynie 18% deklarowało, że personel pukał do drzwi. Przemoc fizyczna Część kobiet doświadczyła w szpitalu przemocy fizycznej. 3% stwierdziło, że w czasie II okresu porodu ktoś na siłę rozkładał ich nogi, 66 kobiet miała przywiązywane nogi do łóżka porodowego, a w relacjach 38 kobiet pojawiła się informacja, że były szturchane przez personel. 13% kobiet zadeklarowało, że chciało otrzymać znieczulenie zewnątrzoponowe, ale w szpitalu, w którym rodziły, nie było takiej możliwości. Co trzecia kobieta biorąca udział w badaniu stwierdziła, że w szpitalu zdarzyła się sytuacja, że jakaś czynność została wykonano za mało delikatnie – w przypadku 71,8% było to badanie wewnętrzne, co czwarta doświadczyła bolesnego szycia krocza, a 20% niedelikatnego przystawienie dziecka do piersi. 15,5% badanych deklarowało, że w czasie porodu personel naciskał na ich brzuch, najczęściej dłonią (57,6%), łokciem (39%) lub całym ciałem (18,2%). U części kobiet mógł zostać zastosowany tzw. chwyt Kristellera podczas porodu. Zgoda na zabieg Badanie pokazało, że zagwarantowane prawem pytanie o zgodę na zabiegi nie jest rutynową praktyką - 40,9% kobiet nie zostało zapytanych o zgodę na założenie wenflonu, blisko połowa na obecność studentów w sali porodowej, 27,1% na wywołanie porodu, a 29,1% na podanie kroplówki z oksytocyną. Co trzecia (32,9%) w ogóle nie była pytana o zgodę na wykonanie badania wewnętrznego. Zdecydowana większość badanych była pytana o zgodę na szczepienie noworodka (84,8%), a 2/3 na badanie dziecka (67,9%). Blisko połowa dzieci została wykąpana bez zapytania matki o zgodę (48,1%), a 43,2% podano mleko modyfikowane bez zgody matki. Medykalizacja porodu i nacinanie krocza Jednym z ważniejszych celów wprowadzenia Standardów Opieki Okołoporodowej było obniżenie medykalizacji porodu. Jak pokazuje badanie prawie wszystkie kobiety (90,9%), miały w szpitalu założone wkłucie do żyły obwodowej. Wśród kobiet, które rodziły drogami natury 43,4% miało wywoływany poród, 60,6% podaną kroplówkę z oksytocyną, a ponad połowa (55,4%) miała nacięte krocze. Odsetek ten zmniejszył się znacznie w ciągu ostatnich 12 lat – w 2006 r. 80% kobiet miało nacięcie krocza. W wielu miejscach ta interwencja przestała być rutyną, ale nadal co druga kobieta w sali porodowej ma nacinane krocze. Złoty standard? Tylko 38,5% kobiet miało zapewniony „złoty standard" – kontakt z dzieckiem minimum dwie godziny po porodzie. Mniej niż połowa (45,6%) oceniła dobrze wsparcie personelu w karmieniu piersią, co trzecia zaznaczyła, że nie było możliwości skorzystania z usług doradcy laktacyjnego na oddziale (32,6%). Ponad 60% dzieci w trakcie pobytu w szpitalu było dokarmianych mlekiem modyfikowanym. Zmiany na lepsze Ostanie lata i badanie pokazują wiele pozytywnych zmian - obecność bliskiej osoby bez opłat, zwiększającą się liczbę sal pojedynczych do porodów rodzinnych, więcej kobiet może pić i jeść w trakcie porodu, zmniejsza się odsetek nacięć krocza, zwiększa aktywność kobiet podczas porodu, poprawia się realizacja prawa do dwugodzinnego, nieprzerwanego kontaktu matki z dzieckiem „skóra do skóry" po narodzinach, coraz więcej kobiet przygotowuje swój plan porodu. Niestety obowiązujące od 2012 roku we wszystkich placówkach położniczych w Polsce Standardy Opieki Okołoporodowej są wdrażane bardzo powoli, wpływa na to brak konsekwencji wobec placówek naruszających prawo, zarówno ze strony decydentów, jak i samych kobiet. Monitoring z udziałem kobiet pokazuje, że prawa kobiet rodzących w szpitalach i na oddziałach położniczych nie są respektowane, a część doświadcza przemocy za zamkniętymi drzwiami oddziałów położniczych. Te doświadczenia pozostawiają trwały ślad w ich ciele i psychice. O Fundacji Rodzić po Ludzku Fundacja Rodzić po Ludzku jest organizacją pozarządową pożytku publicznego działająca na rzecz kobiet w ciąży i matek małych dzieci. Misją Fundacji jest poprawa opieki perinatalnej i warunków w placówkach położniczych w Polsce. Od 22 lat w sposób ciągły prowadzi działania rzecznicze, interwencyjne i edukacyjne, których adresatami są decydenci służby zdrowia, aktywiści, personel medyczny oraz same kobiety w ciąży i matki małych dzieci. Monitoringi, wynikające z nich raporty i analizy stanu opieki okołoporodowej stały się podstawą postulatów stworzenia ogólnopolskich standardów opieki okołoporodowej. W 2015 r. Fundacja otrzymała nagrodę WHO za „działalność w zakresie prac nad poprawą jakości opieki okołoporodowej", a w 2016 r. nagrodę ONZ za „skuteczne rzecznictwo oraz wsparcie praw kobiet".
Rozmiar PlikuPikseleCalecmEURJPEG Małe800x534 px - 72 x cm @ 72 x @ 72 dpi€2,75JPEG Średnie1600x1068 px - 300 x cm @ 300 x @ 300 dpi€6,75JPEG Duże3000x2002 px - 300 x cm @ 300 x @ 300 dpi€8,00JPEG Bardzo Duże7360x4912 px - 300 x cm @ 300 x @ 300 dpi€9,00Licencje, wydruki i inne opcjeDowiedz Się WięcejWarunki Umowy StandardowejWłączonyNielimitowana Liczba Użytkowników€30,00Reprodukcja/ Nielimitowana Liczba Kopii€55,00Fizyczne i Elektroniczne Elementy Na Sprzedaż€55,00Zakup praw wyłącznychZamów to Zdjęcie jako Wydruk/PlakatWięcej opcjiAkceptuję Warunki Umowy Nie jest wymagana rejestracja
W Polsce z roku na rok przybywa osób starszych, a prognozy pokazują, że taka sytuacja będzie się utrzymywała przez najbliższe lata, ponieważ starzeć się będą ludzie urodzeni w okresie wyżu demograficznego. Jak mają się ludzie po 65. roku życia? Spis treściWe własnych oczachBez pomocy w przemocyJest ustawa, ale...Typowe problemy zdrowotne seniorówI my też będziemy starzy Według europejskich standardów za osoby starsze uważa się ludzi, którzy ukończyli 65. rok życia. Dla wielu osób wiek emerytalny nie ma większego znaczenia, ponieważ pozostają aktywni zawodowo i społecznie. Ale w powszechnym odczuciu starzenie się to czas zmagania się z wieloma chorobami, czas izolacji, czas odtrącenia i samotności. Jak żyje się starszym ludziom w Polsce? Jak sami postrzegają swoją sytuację? We własnych oczach W 2016 r. GUS opublikował wyniki ankiety „Jakość życia osób starszych w Polsce”. Uzyskane od respondentów odpowiedzi dowodzą, że starszym ludziom nie żyje się łatwo. 54% ankietowanych uważa, że ma dobrą sytuację materialną, ale 29% osób w wieku 65 lat i więcej żyje w ubóstwie. Pytani o stan zdrowia najczęściej odpowiadają, że nie jest on ani dobry, ani zły (50%). 25% ocenia swoją kondycję zdrowotną jako złą. Czas wolny spędzają głównie przed telewizorem. Nie chodzą do kina i na koncerty (82%), do muzeów (81%), nie uprawiają sportu (83%), nie słuchają muzyki (55%), nie odpoczywają na świeżym powietrzu (23%), nie spotykają się ze znajomymi w kawiarni czy klubie (71%). 64% ankietowanych gazetę czyta tylko raz w tygodniu. Ankieterzy pytali także o znajomość komputera. 75% osób w wieku 65 lat i więcej nigdy nie korzystało z niego, 13% przyznaje, że korzysta codziennie lub prawie codziennie, 16% szuka informacji w internecie, a 9% korzysta z bankowości internetowej. Z raportu Angel Care opracowanego w 2015 r. przez pierwsze kompleksowe centrum dla seniorów we Wrocławiu wynika, że dla ponad 55% seniorów dostęp do fachowej opieki medycznej jest bardzo ważny, a dla 25% ważny. Aż 96% starszych osób uważa, że regularna aktywność fizyczna ma bardzo duże znaczenie dla stanu zdrowia. Nie podejmują jej, ponieważ mają złe nawyki. Inny powód jest taki, że oferta zorganizowanych ćwiczeń dla tej często niedostosowana do ich możliwości fizycznych. Aż 96% seniorów uważa, że dla zdrowia i dobrego samopoczucia ważna jest również aktywność społeczna, czyli spotkania ze znajomymi, udział w lokalnych wydarzeniach itp. Ale, jak wskazują sami seniorzy, często nie korzystają z tych możliwości, ponieważ nie pozwala im na to stan zdrowia (46%), albo nie są tym zainteresowani (27%). Przełamać stereotypy Średnia długość życia w Polsce to nieco powyżej 77 lat, i prognozuje się, że będzie ona rosła. Oznacza to, że osoba po sześćdziesiątce ma przed sobą wiele lat życia. A jaka jest jego jakość? Statystyki pokazują przykry obraz polskiej starości. I chociaż coraz więcej osób starszych jest aktywnych fizycznie, zawodowo i społecznie, to większość pozostaje bierna. Powodem tego, co przyznają sami seniorzy, są złe nawyki. Wciąż nie mamy pomysłu na swoją starość. Kobiety zazwyczaj angażują się w wychowywanie wnuków, prowadzenie domu swoich dzieci, a mężczyźni albo siedzą przed telewizorem, albo towarzyszą swoim partnerkom w wypełnianiu domowych obowiązków. A przecież życie na emeryturze nie musi być nudne i pozbawione emocji. Nie jest też prawdą, że aby ciekawie przeżywać starość, trzeba mieć dużo pieniędzy. W Polsce, we wszystkich województwach, działa łącznie 520 uniwersytetów trzeciego wieku, gdzie można wysłuchać nie tylko ciekawych wykładów, ale także zawrzeć nowe znajomości. W 2016 r. miały one ponad 130 tys. słuchaczy. W domach kultury, w osiedlach funkcjonują kluby seniora, które oferują różne zajęcia – od nauki języków, przez gimnastykę, malarstwo, robótki ręczne aż po ciekawe wycieczki. Coraz bogatsza jest też oferta samorządów terytorialnych dla seniorów. Zajęcia często są bezpłatne lub za symboliczną opłatę kilku złotych. Trzeba tylko chcieć z nich skorzystać. Bez pomocy w przemocy Światowa Organizacja Zdrowia bije na alarm – co szósty senior pada ofiarą przemocy lub doświadcza różnych form złego traktowania. Wyniki badania opublikowano niedawno na łamach „Lancet Global Health”. Dane zebrano w 28 państwach. Dowodzą one, że 16% osób po 60. roku życia doświadcza jakiejś formy przemocy. Z reguły jest to przemoc psychiczna (ponad 11%), wykorzystywanie finansowe (6,8%), zaniedbanie (4,2%), przemoc fizyczna (2,6%), przemoc seksualna (0,9%). Prof. Andrzej Araszkiewicz, psychiatra, członek Narodowej Rady Seniorów nie pozostawia złudzeń, mówiąc, że przemoc wobec osób starszych w Polsce nie ma dna. Senior to tylko hasło, poziom opieki nad seniorami jest u nas na żenującym poziomie. Brakuje prawdziwych domów opieki, miejsc na terapiach dziennych i w oddziałach psychiatrycznych. Z badań Polskiej Akademii Nauk wynika, że przemoc wobec osób starszych w polskim wydaniu to najczęściej izolowanie ich od świata. Na porządku dziennym jest szturchanie,szarpanie, popychanie, wyzywanie, odbieranie pieniędzy oraz zmuszanie do napisania testamentu. W lipcu br. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar ogłosił wyniki kontroli przeprowadzonych w domach pomocy społecznej. Włos jeży się na głowie. Przywiązywanie do łóżka lub krzesła, stosowanie lodowatych kąpieli, zakazy wstępu dla bliskich, wydzielanie jedzenia, podawanie leków psychotropowych bez porozumienia z lekarzem, używanie wulgarnych słów, zwracanie się na „ty”, nieposzanowanie intymności to tylko część skandalicznych zachowań pracowników domów pomocy społecznej. Niestety, podopieczni tych placówek nie mówią nawet najbliższym o stosowanej wobec nich przemocy czy agresji. Boją się, że gdy rodzina odjedzie, ich los będzie jeszcze gorszy. Skala przemocy wobec ludzi starszych jest większa w miastach niż na wsi. Tu też się zdarza, ale sąsiedzi są bardziej dociekliwi i szybciej reagują na krzywdę niż anonimowi ludzie w miastach. Otyłość i niedożywienie Znaczna część ludzi starszych ma nadwagę lub jest otyła. Zbyt dużą masę ciała ma 70% osób starszych, a co czwarta z nich zalicza się do osób otyłych (BMI>30). Mężczyźni częściej mają nadwagę, a kobiety są otyłe. Problem ten często łączy się z niewłaściwą dietą. Starsi seniorzy rzadziej jedzą warzywa i owoce. Bardzo poważnym problemem jest niedożywienie. Według szacunkowych danych niedożywienie dotyczy 5-10% ogółu osób starszych. Wśród pacjentów opieki długoterminowej lub mieszkańców domów pomocy społecznej niedożywienie stwierdza się u 30-60% osób. Jest ustawa, ale... 11 września 2015 r. uchwalono ustawę o osobach starszych ( 2015 poz. 1705), która nakłada na organy administracji publicznej, państwowe jednostki organizacyjne oraz inne organizacje zaangażowane w kształtowanie sytuacji osób starszych obowiązek monitorowania sytuacji osób starszych w Polsce. Za osobę starszą autorzy ustawy uważają każdego, kto skończył 60 lat. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zebrało informacje o sytuacji osób starszych w roku 2015. Co z nich wynika? Przeciętne miesięczne wydatki na jedną osobę w wieku 60 lat to 1459, 97 zł. Seniorzy rzadko oceniają swoją sytuację materialną jako bardzo dobrą lub dobrą, a częściej jako przeciętną lub raczej złą. Co trzecia osoba mieszkająca samotnie na wsi uważa, że jest w złej sytuacji materialnej. Pieniędzy najczęściej brakuje na żywność i zlecone przez lekarza leki. Warunki sanitarne w mieszkaniach zajmowanych przez seniorów są gorsze od przeciętnych i niedostosowane do ich potrzeb i możliwości. Seniorzy skarżą się na wysokie koszty utrzymania mieszkania oraz bariery architektoniczne. Pod koniec 2015 r. w Polsce żyło 38,4 mln osób,w tym ponad 8,8 mln stanowiły osoby, które ukończyły 60 i więcej lat (ok. 23%). W ciągu minionych 25 lat liczebność tej grupy wzrosła blisko o połowę. To prawie 1/4 społeczeństwa, ale ciągle pozostaje na marginesie działań decydentów i polityków. Potrzebamitej coraz liczniejszej grupy, w zakresie opieki medycznej, pilnie trzeba się zająć. Typowe problemy zdrowotne seniorów Rok temu Narodowy Fundusz Zdrowia zbadał dane dotyczące leczenia w szpitalach osób powyżej 65. roku życia. Z analizy wynika, że przyczyną hospitalizacji najczęściej były schorzenia kardiologiczne, okulistyczne, naczyniowe i ortopedyczne. Jakieproblemy zdrowotne najczęściej dotykają seniorów? Choroba Alzheimera – jest nieuleczalna i polega na degeneracji ośrodkowego układu nerwowego. Stosując właściwą terapię, można spowolnić jej postęp. Choroba Parkinsona – jej przyczyną jest obumieranie komórek nerwowych, znajdujących się w istocie czarnej i wytwarzających dopaminę. Nie jest uleczalna, ale dzięki nowoczesnym lekom i terapiom można poprawić jakość życia chorego. Osteoporoza zagraża co czwartej kobiecie po 60. roku życia i co drugiej po 70. Choruje ok. 21% kobiet, a u 40% stwierdza się osteopenię (zmniejszona mineralna gęstość kości). Są skuteczne terapie, ale korzysta z nich tylko 10% chorych. Udar niedokrwienny mózgu – podeszły wiek jest jednym z czynników jego ryzyka. Szansę wystąpienia choroby zwiększają też choroby serca, nadciśnienie tętnicze, stany zapalne żył, otyłość i brak ruchu. Cukrzyca – starszych ludzi dopada najczęściej cukrzyca typu 2, dlatego po 60. r. ż. dwa razy w roku należy badać poziom glukozy we krwi. Nadciśnienie tętnicze – to jedna z najbardziej lekceważonych dolegliwości. Nieleczone może doprowadzić do zawału serca, niewydolności krążenia lub udaru mózgu. Choroba wieńcowa – przyczyną jest miażdżyca tętnic wieńcowych. Przez zwężone tętnice do serca dociera zbyt mało tlenu i substancji odżywczych. Mięsień sercowy jest niedotleniony, mniej kurczliwy i słabszy. Gdy następuje całkowite zamknięcie tętnicy, dochodzi do zawału. Problemy ze słuchem i wzrokiem wynikające ze starzenia się organizmu. Poważnym problemem jest niedowidzenie spowodowane zwyrodnieniem plamki żółtej lub zaćmą. Nowotwory – podeszły wiek o kilkadziesiąt procent zwiększa ryzyko rozwoju raka. U seniorów najczęściej stwierdza się nowotwory tchawicy, oskrzeli i płuca oraz jelita grubego. Obniżenie nastroju – starsi ludzie często są przygaszeni, smutni. Natomiast depresja u seniorów rzadko jest rozpoznawana i dobrze leczona. Nietrzymanie moczu wywołane osłabieniem mięśni dna miednicy dotyczy i kobiet, i mężczyzn. Niestety, chociaż jest wiele refundowanych przez NFZ metod leczenia nietrzymania moczu, nadal wiele osób nie podejmuje go. I my też będziemy starzy Powszechny kult młodości sprawia, że w społeczeństwie nie ma szacunku dla ludzi starszych. Denerwują nas ludzie idący wolnym krokiem po sklepie, z trudem wsiadający do autobusu. Nie chcemy widzieć ich potrzeb i pragnień. Tak dzieje się nie tylko w rodzinach, ale także w placówkach ochrony zdrowia. Z badania Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego wynika, że co piąta starsza osoba skarżyła się na niewłaściwe traktowanie w przychodniach czy w szpitalach. Starość w Polsce zbyt często jest smutna, samotna i bardzo uboga. Oczywiście, można powiedzieć, że każdy starzeje się inaczej, że trzeba być młodym duchem, że można zapisać się na uniwersytet trzeciego wieku, że można... W kraju działa wiele fundacji, które starają się odmieniać los starych ludzi, ale nie trafiają one do wszystkich, ani też nie zaspokajają wszystkich ich potrzeb. A rzeczywistość skrzeczy. Większość starych ludzi nie wie, gdzie mogłaby uzyskać pomoc czy wsparcie. Czy ustawa o osobach starszych odmieni tę sytuację? Nie sądzę. Aby coś się zmieniło, najpierw musimy się nauczyć szanować ludzi starszych, znaleźć dla nich czas, okazać cierpliwość. Dlaczego? Chociażby z czystego egoizmu... Przecież sami też – prędzej czy później – będziemy starzy.
Józef Kielar: Dlaczego warto wspierać Centra Zdrowia Psychicznego? Katarzyna Szczerbowska: Dlatego, że jest to takie miejsce, w którym można natychmiast otrzymać pomoc, a nie czekać miesiącami na wizytę u psychiatry. Nowością i fenomenem nie tylko w psychiatrii, ale właściwie w całej ochronie zdrowia jest to, że w takich centrach, a mamy ich już 31, nikt nie zapisuje się do kolejki, ani nie rejestruje się wcześniej. To dlatego o wsparcie dla CZP proszą ministra zdrowia osoby, które miały kryzys psychiczny, ich bliscy, lekarze psychiatrzy oraz Polacy, którzy rozumieją, że jest to wielki problem. W przypadku załamań zdrowia psychicznego, często trzeba działać błyskawicznie, żeby nie doszło do zaostrzenia kryzysu i niezbędnej wtedy hospitalizacji. W punkcie zgłoszeniowo koordynacyjnym CZP, czynnym w każdy dzień powszedni od godz. 8 do 18, a w niektórych centrach, np. w Koszalinie, nawet do 20, na potrzebujących pomocy czeka specjalista. Jak przebiega taka rozmowa? Na pewno padnie pytanie, w czym tkwi problem i co nas skłoniło do szukania pomocy? Po nim można też spodziewać się pytań o styl życia, jakość snu, sposób odżywiania, o ewentualne dotychczasowe leczenie psychiatryczne, czy psychoterapeutyczne, no i od kiedy osoba zgłaszająca się po pomoc zauważa, że dzieje się coś niepokojącego. Objawy kryzysu psychicznego mogą być różne - utrata wagi albo przybieranie na niej, bóle głowy, częste infekcje. Ustalenie tych wszystkich kwestii jest ważne, bo na podstawie rozmowy, opracowuje się wstępny plan leczenia. Form pomocy w centrum jest wiele. Mogą to być regularne wizyty u psychiatry, psychoterapia indywidualna lub grupowa, pobyt na oddziale dziennym do którego przychodzi się rano na kilka godzin zajęć terapeutycznych i wraca po nich do domu. To może być wreszcie leczenie domowe, które polega na tym, że specjaliści jeżdżą do pacjenta i pracują z nim i z jego rodziną. W domu może odbywać się psychoterapia, ale też może tam przychodzić pielęgniarka po to, by podać lek w zastrzyku. Irena Lipowicz, Ewelina Nojszewska, Sebastian Sikorski Sprawdź POLECAMY A co się dzieje w sytuacjach nagłych poważnych, zagrażających życiu i zdrowiu, jak silne myśli samobójcze, czy ostra psychoza? Centra proponują tzw. łóżka kryzysowe w szpitalu a wraz z tym - leczenie całodobowe. Dzięki różnym innym formom pomocy, hospitalizacja ta może być jak najkrótsza, bo po niej pacjent trafia do CZP, w którym dostaje pomoc w zdrowieniu. Dawna psychiatria skupia się na leczeniu człowieka z choroby. W leczeniu środowiskowym celem jest prowadzenie pacjenta ku zdrowieniu i utrzymywaniu go w tym zdrowiu. W związku z tym, centra zatrudniają doradców zawodowych i pracowników socjalnych, którzy pomagają chorym wrócić do nauki, czy do pracy. To ważne, bo praca ma terapeutyczną moc - pozwala skupić się na tym, co jest do zrobienia, spełniać się, czuć się potrzebnym, być niezależnym finansowo. Poza tym CZP zatrudniają asystentów zdrowienia - to osoby, które doświadczyły kryzysu psychicznego, opanowały go, przeszły przez odpowiednie szkolenie, żeby pomagać ludziom w kryzysie i ich bliskim. Są one wzorem na to, że z załamaniem psychicznym można sobie poradzić. Mogą pomóc w rozpoznawaniu objawów, które zwiastują kryzys np. bezsenność czy odczuwanie nieuzasadnionego lęku. Wielu pacjentów poddaje się na początku kryzysu. Mają poczucie, że ich choroba jest nieuleczalna, że społeczeństwo ich nie chce. W ostrej fazie załamania, ważna jest pomoc lekarzy, którzy mogą złagodzić jego skutki farmakologicznym wsparciem, ale przychodzi moment, gdy trzeba zawalczyć o siebie. Czytaj: Dorośli w kryzysie mają już jakąś pomoc, dzieci i młodzież zostawieni sami sobie>> I uwierzyć, że można żyć zdrowo, być matką, mężem, pracownikiem... ? Tak. Jest taki słynny amerykański psychiatra Daniel Fisher, który doświadczył kryzysu w wieku 20. lat po tym, jak zostawiła go żona. Trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego schizofrenię. Kiedy odwiedził go szwagier, powiedział mu, że kiedyś chciałby zostać psychiatrą a szwagier odpowiedział: wierzę w ciebie, uda ci się. I te słowa stały się dla Fishera motorem do działania i walki z samym sobą o siebie. Mówi w wywiadach, że powrót do nauki nie był łatwy, ale udało się osiągnąć cel. Teraz jeździ po świecie i opowiada jak ważne dla osoby w kryzysie jest otoczenie wsparciem, towarzyszenie. Psychiatrzy często twierdzą, że rozmowa jest pierwszą pomocą w kryzysie, ale są stany, w których trudno wydobyć z siebie słowo. Porozumiewamy się na poziomie energetycznym, więc obecność drugiego człowieka otwartego na nas, może być bezcenna, nawet jeśli oboje milczymy. Wszystkich ludzi doświadczających kryzysu łączy silne odczuwanie emocji. Każdy, kto doświadczył psychozy wie, że jest ona, jak sen na jawie i że jak ze snu można się z niej obudzić. Drugi człowiek może bardzo w tym pomóc. Ważne jest to, że w centrach bezpłatnie mogą dostać pomoc osoby, które są nieubezpieczone. Do CZP można się zgłosić z diagnozą schizofrenii, depresji, choroby afektywnej dwubiegunowej ale też, kiedy doświadcza się załamania związanego z utratą bliskiej osoby, czy zwolnieniem z pracy. Tych drugich pacjentów jest obecnie więcej, niż zwykle. Ludzie tracą pracę, umierają im bliskie osoby, z którymi nawet nie mają jak się pożegna. No, ale na pewnie leczenie w CZP jest droższe niż w poradniach? O nie, ono znacznie bardziej się opłaca. Dzięki takiej terapii jest wielka szansa utrzymać pacjentów w staraniach o wspólne dobro, bez skazywania ich na renty i utrwalanie w kryzysie. Takie pomaganie jest więc poza innymi zaletami korzystne finansowo. Rewolucja w psychiatrii, czyli pilotaż w centrach zdrowia psychicznego - czytaj tutaj>> Czy to dzięki Centrom Zdrowia Psychicznego dokonuje się transformacja leczenia ze skoncentrowanego na izolacji w szpitalu na rzecz aktywnej pomocy im w środowisku zamieszkania? Oczywiście, bo one proponują opiekę blisko domu, dostępną, szybką, włączającą w terapię bliskich, podążającą formami pomocy za dynamiką kryzysu. Na początku może być ona skoncentrowana na wspieraniu przez psychiatrę i psychoterapeutę a z biegiem czasu jej podstawą może stać się psychoterapia grupowa, w której jest miejsce na wymianę doświadczeń z osobami o podobnych problemach. Centra mogą działać elastycznie, bo ich budżet nie jest uzależniony od rozliczanych tzw. pełnych łóżek i liczby wizyt w poradni, ale od liczby mieszkańców w danym regionie. Nie obowiązują limity dla poszczególnych form pomocy, ale trzeba tak zorganizować opiekę, aby w każdej chwili przyjąć osobę, która zgłosi swój problem i zaopiekować się nią jak najlepiej. Liczy się człowiek, wspieranie go na różne sposoby, a nie rozliczanie pełnych łóżek czy wizyt u lekarza. W sytuacji, gdy psychiatria finansowana jest głównie na tzw. pełne łóżka, w szpitalu, wymusza to taką formę leczenia na lekarzach, przyjmowanie pacjentów do szpitala. To z zaniedbań kryzysów, które można było opanować szybką interwencją i z wymogów biorą się wielomiesięczne, czasem trwające ponad pół roku albo i dłużej hospitalizacje rujnujące życie tzw. wiecznym pacjentom. Nie wszyscy mamy jednak dostępu do takiej środowiskowej pomocy w centrach. Obecnie w 31 placówkach (CZP) opieka dostępna jest dla 11 procent mieszkańców Polski. Działają one w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Pilotaż może mieć kłopoty finansowe wynikające z kryzysu finansowego związanego z COVID-19. W tym roku nie udało się otworzyć tyle CZP, ile zamierzano. Zgodnie z planem, program ma się zakończyć w połowie przyszłego roku. W petycjach, od których zaczęła się nasza rozmowa, pacjenci, ich bliscy, Polacy, którzy popierają ten projekt, proszą ministra zdrowia, żeby wsparł go swoimi decyzjami przedłużając do końca 2022 r. Chodzi o to, żeby z reformy nie zrezygnować, ale żeby dalej wprowadzać ją łagodnie, stopniowo, tak by takie leczenie było dostępne dla wszystkich potrzebujących do końca 2027 roku. Wcześniej w tej sprawie do ministra zdrowia swoje pismo skierowali lekarze psychiatrzy. Podpisało je 80 uznanych autorytetów. Prosili w nim o nowelizację ustawy o ochronie zdrowia psychicznego wprowadzającą ustawowe ramy niezbędne dla utworzenia i sprawnego funkcjonowania trzypoziomowego systemu opieki psychiatrycznej – dla dorosłych oraz dla dzieci i młodzieży. O ustalenie tzw. mapy drogowej, dalszych zmian systemowych w obszarze psychiatrii dorosłych oraz dzieci i młodzieży. W tych miejscach, w których działają centra już zauważa się mniej hospitalizacji, w tym mniej tych najbardziej dramatycznych, czyli bez zgody pacjenta. Taki chory jest w stanie ewidentnie wymagającym pomocy, nie jest w stanie złożyć nawet podpisu pod zgodą na leczenie, bo nie chce, choć niedawno próbował wyskoczyć z balkonu w przekonaniu, że umie latać, albo zaczął podcinać sobie żyły. Czytaj: RPO: Ochrona zdrowia psychicznego wymaga systemowej zmiany>> Co zawiera petycja od osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego do ministra zdrowia? Możemy w niej przeczytać, że kryzysy w porę nierozwiązane łamią lub zabierają życie. O tym, że centra dają nadzieję na szybką, dobrą, przyjazną pomoc, że są odpowiedzialne za zapewnienie pomocy mieszkańcom określonego obszaru. Jest w niej apel do ministra o przyśpieszenie rozwoju sieci CZP i jego ukończenie, o zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia psychicznego do poziomu co najmniej średniego w Europie, tj. 5 proc. udziału w całości nakładów na ochronę zdrowia (obecnie jest to 3,4 proc.). Bez zwiększenia nakładów na psychiatrię nie da się skutecznie przeprowadzić reformy tej dziedziny medycyny a pacjenci często są pozbawieni odpowiedniej pomocy. Warto mieć na uwadze, że pod względem nakładów na zdrowie psychiczne Polska jest na przedostatnim miejscu w UE. W okresie pandemii wielu Polaków przeżywa kryzys psychiczny. Czy ktoś monitoruje ten proces i pomaga tym osobom choć w minimalnym stopniu? Myślę, że na takie statystyki jest za wcześnie. Zapewne pełniejszy obraz będziemy mieli, kiedy skończy się ten rok. O tym, jak pandemia zmieniła pracę w wolskim CZP rozmawiałam z Katarzyną Stankiewicz, która je prowadzi. Powiedziała, że liczba nowych pacjentów przychodzących do Punktu Zgłoszeniowo Koordynacyjnego w stosunku do 2019 r. wzrosła w kwietniu i maju 2020 r. o około 20 proc. Wówczas także zwiększyła się liczba wizyt dzięki wprowadzeniu teleporad. Warto zwrócić uwagę na to, że wiele Poradni Zdrowia Psychicznego w czasie lockdownu, całkowicie zamknęło się na nowych pacjentów, a jej centrum w tym czasie ich przyjmowało. Na początku pandemii w CZP było więcej interwencji kryzysowych związanych z izolacją, samotnością, napięciami rodzinnymi, lękiem o pracę, zdarzały się też myśli samobójcze. W kwietniu, maju i czerwcu wzrosło o 20 proc. także zainteresowanie pacjentów pomocą w koszalińskim Centrum Zdrowia Psychicznego, kierowanym przez dr Izabelę Ciuńczyk. Zapytałam ją o to, komu, i jakiej pomocy udzielało CZP? Odpowiedziała mi, że pierwsza grupa, to osoby z zaburzeniami adaptacyjnymi z powodu konsekwencji pandemii - śmierci bliskiej osoby, zwolnieniem z pracy, zmniejszeniem wynagrodzenia i kredytami do spłaty. Druga grupa, to osoby za zaburzeniami lękowymi i/lub depresyjnymi wywołanymi niewiadomą jaką była sama pandemia, czy umrzemy, jak będziemy chorować, co nam grozi itp. oraz izolacja, brak kontaktu z bliskimi, zwłaszcza w okolicy Świąt Wielkanocnych. Trzecia grupa, to obecnie zwiększająca się liczba osób proszących o zaświadczenie, że nie mogą nosić maseczki. Czwartą są medycy. CZP współpracuje bowiem z Izbami: pielęgniarską i lekarską. W tym przypadku, pomoc głównie opiera się na dyżurach psychologów, służących rozmową. Piąta i najmniejsza grupa, to osoby z kryzysem psychotycznym dotyczącym pandemii. Pani doktor miała pacjenta, który zamknął żonę i dzieci w domu na wsi, w przekonaniu, że wirus, to spisek Chin. Irena Lipowicz, Ewelina Nojszewska, Sebastian Sikorski Sprawdź POLECAMY Jest pani autorką wstrząsającego i znakomitego reportażu „Spałam w palarni”. Jak się tam spało i dlaczego akurat tam? Przy ścianie były fotele, które rozkładały się jak w kinie. Wieczorem, kiedy zaczynała się cisza nocna, brałam ze sobą kołdrę i poduszkę i kładłam się na ich siedzeniach. Pielęgniarki na początku protestowały, próbowały mnie namówić, żebym poszła do łóżka. Broniłam się tłumacząc, że przecież palarnia jest miejscem, z którego można korzystać całą dobę. W końcu machnęły ręką, być może dochodząc do wniosku, że można dać mi spokój, bo przecież nic złego nie robię. Spałam w palarni, bo miałam tam namiastkę wolności. To jedyne miejsce na całodobowym oddziale, które nie przypomina szpitala. Poza fotelami była tam duża metalowa popielniczka i stary wentylator, który szumiał nieudolnie mieszając powietrze. Rano budzili mnie pacjenci, którzy jako pierwsi przychodzili na papierosa wśród nich jeden z moich ulubionych, który twierdził, że jest milionerem i że kiedyś, jak stąd wyjdziemy, pojedziemy do jego mieszkania w Paryżu, gdzie razem będziemy palić cygara. Lubiłam też siedzieć w palarni w dzień. Ludzie stawali się tam jakby zdrowsi, jak za dotknięciem różdżki przechodząc przez jej skrzypiące drzwi. W pacjentach szpitala podobała mi się ich wrażliwość, szczerość, nieprzewidywalność. Osobom w kryzysie, zwłaszcza w psychozie spadają wszystkie maski, które zazwyczaj nosimy, by się chronić lub by coś wymusić na innych. Tam spotyka się tzw. ludzi w prawdzie. Rozmawia się o najważniejszych rzeczach miłości, marzeniach, czasem o polityce. Poza tym nigdzie chyba nikt nam nigdy tutaj nie zada pytania, czy rano biorąc prysznic widziałam na stopach Freuda. Krąży przekonanie, że kryzysów doświadczają ludzie wybitnie zdolni, inteligentni? Czy pani doświadczenie to potwierdza? Różnie z tym bywa. Są pacjenci, którzy studiują prawo i przynoszą stosy kodeksów do sali terapii, żeby przygotować się do egzaminu. Są biolodzy, filolodzy, fizycy. Pamiętam informatyka, któremu wydawało się, że jest komputerem. Miałam na sali tłumaczkę z języka chińskiego. Ale jest też wielu takich, których przed laty choroba wyrwała z życia i nie udało im się skończyć studiów, żadnej szkoły. I tacy o których nic nie wiadomo, bo są zatopieni w swoim świecie równoległym. Wiele osób w ogóle się nie odzywa. Niektórzy wydają nic nie znaczące dźwięki. Część pacjentów spędza całe dnie w łóżku. Myślę, że tym, co łączy tych ludzi nie jest inteligencja, niesamowita wyobraźnia, czy wybitne zdolności, ale wielka wrażliwość, ogromna czułość na emocje płynące z otoczenia. Szpital zabiera pacjentom wolność, oducza podejmowania decyzji. Na oddziale zamkniętym jest gorzej, niż w więzieniu, bo nie można wyjść nawet na korytarz. Szpital to izolatki, przywiązywanie pasami do łóżka, jeśli pacjent zaczyna zachowywać się w sposób, w jakim trudno go opanować, np. uderza głową w ścianę albo przypala się zapalniczką. Widziałam szpital w Wielkiej Brytanii, gdzie jest mniej więcej tyle samo personelu, co pacjentów, więc jeśli ktoś potrzebuje rozmowy zawsze znajdzie się ktoś, kto go wysłucha, a gdy zaczyna być nadpobudliwy jest ktoś, kto go uspokoi. Każdy pacjent ma swój pokój a przestrzeń przypomina dobrej klasy hotel. Szpital otacza ogród, ale przy każdym oddziale jest też wyjście na taras z trawą i roślinami w doniczkach. W naszych szpitalach często nie ma żadnej terapii, a jeśli już jest, to muzykoterapia albo psychorysunek. Tam w Anglii ludzie są przygotowywani do życia po wyjściu ze szpitala - wspólnie gotują, grają w tenisa stołowego, mają siłownię, zajęcia mindfulness. Na obiad jest kilka dań do wyboru a po kolacji wystawia się owoce, przez cała dobę jest dostęp do kawy i herbaty oraz do wody niegazowanej. U nas po kolacji wystawia się pokrojony na kromki chleb i gar kompotu, w którym wszyscy grzebią. Kiedyś napiłam się tego kompotu wprost z łyżki wazowej i nabawiłam się dotkliwego zakażenia. Obecnie, gdy jestem w świecie zdrowych, zawsze wpadam w zachwyt, kiedy mogę być w kinie, filharmonii, czy na plaży ciesząc się z tego, że tego doświadczam. Wielu ludziom, niestety, szpital daje poczucie bezpieczeństwa. W świecie poza nim nie widzą miejsca dla siebie. Spycha się ich bowiem na margines. Siedzą samotnie w swoich pokojach, z których coraz rzadziej wychodzą, albo często wracają do szpitala. Irena Lipowicz, Ewelina Nojszewska, Sebastian Sikorski Sprawdź POLECAMY Czy można tego uniknąć? Poznałam niedawno 33-letniego znakomitego architekta z diagnozą schizofrenii. Wyraził zgodę, żeby opowiedzieć historię jego choroby. Miał już cztery ciężkie załamania psychiczne – w szpitalu był trzy razy. Schizofrenia ma zwykle sinusoidalny przebieg, po zaostrzeniu objawów, osoby jej doświadczające wracają często do zdrowia i mogą normalnie funkcjonować. Kiedy kończył przedostatni rok studiów z bardzo dobrymi wynikami, choroba znowu nawróciła. Był tak niesamodzielny, że matka musiała go myć pod szpitalnym prysznicem. Znany profesor powiedział wtedy jego rodzicom: Macie wspaniałego syna, ale musicie szukać innej alternatywy leczenia. I wyleczyli go w niepublicznej przychodni. Tyle, że nie każdego stać na psychiatrę i terapię prywatnie. Uznani profesorowie biorą 400 zł za godzinę, a wizyta u psychiatry kosztuje nawet 250 zł. Prywatny szpital, to koszt prawie 15 tys. zł za dwa tygodnie w pokoju jednoosobowym. Teraz ten chłopak robi międzynarodową karierę, dzięki temu, że jego amerykański szef rozumie problemy osób chorujących psychicznie. Można więc powiedzie, że w trójkę pokonali chorobę: syn, jego ojciec, który na leczenie wydał wszystkie oszczędności i pracodawca. Nasi pracodawcy nie rozumieją tego, że nawet po ciężkim kryzysie można i trzeba wrócić do pracy? Dlaczego w Polsce takie chore, ale zdolne osoby są stygmatyzowane? W amerykańskich firmach często jest polityka różnorodności, która polega na tym, że zatrudnia się osoby, które wnoszą różną energię, możliwości, wrażliwość, odmienne doświadczenia. Jest miejsce dla osób z różnych kultur, o różnej orientacji seksualnej, różniących się wiekiem, kolorem skóry i także dla osób z doświadczeniem kryzysu. U nas bywa różnie. Wszystko zależy od człowieka, który danym miejscem zarządza i decyduje z kim chce pracować, a z kim nie. Ja po obu półrocznych hospitalizacjach mogłam wrócić do pracy i dostałam w niej od szefowej ogromne wsparcie. Zdjęła ze mnie część dawnych obowiązków w trosce o to, żebym się nie przemęczała. Byłam wtedy sekretarzem redakcji magazynu o podróżach a osobą, która wyciągnęła do mnie rękę była Paulina Stolarek-Marat, obecnie red. nacz. Zwierciadła. Ostatnio do Fundacji eFkropka w której działam, skupiającej głównie osoby po kryzysie pomagające ludziom, którzy w kryzysie trwają i ich bliskim, zgłosiła się kobieta z prośbą o warsztaty w jej firmie. Chciała przygotować pracowników na powrót ich koleżanki ze szpitala psychiatrycznego. Zazwyczaj jednak ludzie nie chcą pracować z takimi ludźmi.
przywiązywanie pacjenta do łóżka